LaTeX vs Word — kiedy edytor tekstu to za mało
Algorytm Knutha-Plassa vs łamanie linijka-po-linijce. Wzory matematyczne, stabilność dużych dokumentów, automatyzacja referencji i mikrotypografia — techniczne porównanie LaTeX-a i Microsoft Word, które pomoże Ci wybrać właściwe narzędzie.
Dyskusja „LaTeX czy Word” ciągnie się od lat i zwykle kończy się argumentami w stylu „LaTeX jest piękny” vs „Word jest prostszy”. Obie strony mają rację — ale żadna nie dotyka sedna problemu. Różnica między tymi narzędziami nie polega na estetyce ani na łatwości obsługi. Polega na algorytmach — na tym, jak każdy z programów podejmuje tysiące mikrodecyzji typograficznych przy składaniu tekstu.
W tym artykule rozkładamy oba systemy na czynniki pierwsze. Bez religijnych wojen — z konkretnymi mechanizmami, które decydują o jakości końcowego dokumentu.
Łamanie wierszy — serce różnicy
Kiedy piszesz akapit w dowolnym edytorze, program musi zdecydować, gdzie złamać tekst na kolejne linie. To pozornie banalny problem, ale sposób jego rozwiązania determinuje wygląd całej strony.
Microsoft Word stosuje algorytm zachłanny (greedy): czyta tekst słowo po słowie, wypełnia bieżącą linię do momentu, aż następne słowo się nie zmieści, a wtedy przechodzi do kolejnej. Każda linia jest optymalizowana niezależnie — program nie „wie”, co czeka w następnym wierszu. To szybkie i proste podejście, ale prowadzi do nierównych odstępów między słowami, zwłaszcza w tekście justowanym. Jedna linia może mieć ciasno upakowane słowa, a następna — rzeki białej przestrzeni.
LaTeX używa algorytmu Knutha-Plassa, opracowanego przez Donalda Knutha i Michaela Plassa w 1981 roku. Różnica jest fundamentalna: zamiast łamać tekst linia po linii, algorytm analizuje cały akapit naraz. Modeluje go jako skierowany graf acykliczny, w którym krawędzie reprezentują możliwe miejsca złamania, a każdej krawędzi przypisana jest kara (demerit) — liczbowa miara „brzydkości” danego łamania.
Algorytm minimalizuje sumę kar dla całego akapitu za pomocą programowania dynamicznego. W praktyce oznacza to, że TeX może celowo zostawić trochę więcej miejsca w linii trzeciej, żeby linia czwarta i piąta wyglądały lepiej. Word tego nie potrafi — każda linia jest optymalizowana lokalnie, bez wiedzy o globalnym kontekście.
Różnicę widać na pierwszy rzut oka w tekście justowanym: dokument LaTeX-owy ma równomierne „szarości” na stronie — jednolity rozkład białych przestrzeni między słowami. Dokument Worda ma „rzeki” — pionowe ciągi białych plam, które powstają, gdy zbyt szerokie odstępy na sąsiednich liniach trafiają w to samo miejsce.
Algorytm Knutha-Plassa uwzględnia też dzielenie wyrazów jako integralną część optymalizacji. Nie traktuje przenoszenia jako osobnego kroku — każdy potencjalny punkt podziału jest kolejną krawędzią w grafie z odpowiednią karą. Dlatego TeX potrafi podjąć decyzję: „lepiej podzielić to długie słowo, bo dzięki temu następne trzy linie będą miały równomierne odstępy”.
Mikrotypografia — to, czego nie widać
Algorytm łamania wierszy to dopiero początek. LaTeX — a konkretnie silnik pdfTeX i pakiet microtype — oferuje zestaw technik mikrotypograficznych, które Word po prostu nie implementuje.
Protruzja znakowa (character protrusion, margin kerning) polega na tym, że drobne znaki — kropki, przecinki, łączniki — mogą nieznacznie wystawać za krawędź marginesu. Oko ludzkie postrzega krawędź tekstu na podstawie głównych kształtów liter, nie interpunkcji. Kiedy kropka kończy linię dokładnie na marginesie, linia wygląda krócej niż sąsiednie. Wysunięcie jej o ułamek milimetra za margines sprawia, że krawędź tekstu wydaje się idealnie prosta.
Ekspansja fontowa (font expansion) pozwala nieznacznie rozszerzać lub zwężać znaki — o 1–3% — żeby lepiej wypełnić linię. Zmiana jest niewidoczna dla oka, ale daje algorytmowi łamania wierszy dodatkową elastyczność przy optymalizacji odstępów.
Dodatkowy kerning i interword spacing — microtype pozwala precyzyjnie kontrolować odstępy między parami znaków i między słowami, wykraczając poza metryki wbudowane w font.
W Wordzie żadna z tych technik nie jest dostępna. Justowanie polega wyłącznie na rozciąganiu i ściskaniu odstępów między słowami — jedynej zmiennej, którą Word może modyfikować. LaTeX z pakietem microtype ma do dyspozycji cztery dodatkowe zmienne na każdej linii, co daje radykalnie większą swobodę optymalizacji.
Jak to ujął Robert Schlicht, autor pakietu microtype: mikrotypografia to sztuka, w której udoskonalenia powinny być tak subtelne, że czytelnik nie jest w stanie wskazać, dlaczego tekst wygląda lepiej — wie tylko, że wygląda.
Wzory matematyczne — przepaść
To obszar, w którym różnica nie wymaga wyjaśnień — wystarczy spojrzeć. LaTeX został zaprojektowany przez matematyka (Donalda Knutha) dla matematyków, a skład wzorów jest jego fundamentalną cechą, nie dobudowaną nakładką.
Word posiada Equation Editor, który od wersji 2007 obsługuje składnię zbliżoną do LaTeX-a. Można wpisać \frac{a}{b} i dostać ułamek. Problem pojawia się na kilku poziomach.
Po pierwsze, typografia matematyczna — konwencje dotyczące krojów pisma w wzorach. Zmienne powinny być kursywą, ale nie tą samą co kursywa w tekście. Operatory jak „sin” czy „log” powinny być prostym pismem. Nawiasy powinny automatycznie skalować się do wielkości wyrażenia. LaTeX stosuje te konwencje automatycznie — jest to zapisane w samej architekturze systemu. W Wordzie Equation Editor robi to poprawnie, ale tylko gdy go użyjesz. Wielu użytkowników wpisuje wzory bezpośrednio w tekście, bez Equation Editora, łamiąc konwencje typograficzne, nawet o tym nie wiedząc.
Po drugie, wzory inline — krótkie fragmenty matematyczne wewnątrz zdania, jak „niech $x \in \mathbb{R}$”. W Wordzie wzory inline są traktowane jak obiekty graficzne. Ich linia bazowa (baseline) często nie pokrywa się z linią bazową otaczającego tekstu, co daje widoczne przesunięcia w pionie. W LaTeX-u wzory inline są integralną częścią akapitu — ten sam algorytm Knutha-Plassa łamie wiersz, uwzględniając szerokość wzoru jako kolejny „box” w strumieniu tekstu.
Po trzecie, numeracja i odsyłacze — w LaTeX-u wystarczy \label{eq:maxwell} i \eqref{eq:maxwell}, a numery wzorów aktualizują się automatycznie przy każdej kompilacji. Word ma mechanizm cross-references, ale jego obsługa przy dziesiątkach lub setkach wzorów jest żmudna i podatna na błędy.
Po czwarte, zaawansowane struktury — LaTeX oferuje gotowe środowiska do macierzy, układów równań, diagramów przemiennych, notacji tensorowej i dziesiątek innych specjalistycznych formatów dzięki pakietom takim jak amsmath, mathtools, physics czy tikz-cd. Equation Editor w Wordzie nie ma odpowiedników dla większości z nich — a co ważniejsze, nie ma mechanizmu rozszerzania go o nowe możliwości.
Stabilność dużych dokumentów
Każdy, kto pracował z dokumentem Worda przekraczającym 100 stron, zna problem: program zaczyna zwalniać, formatowanie się rozjeżdża, a w najgorszym przypadku plik ulega uszkodzeniu (corruption). Microsoft oficjalnie dokumentuje procedury naprawy uszkodzonych plików .docx — co samo w sobie jest wymowne.
Najczęstsze problemy z dużymi dokumentami w Wordzie to kopiowanie formatowania między plikami (importuje ukryte style i „śmieci”), niespójne style punktorów, nawarstwianie się Track Changes, ciężkie grafiki powiększające plik, a także konflikty między AutoRecover a zapisem w chmurze. Eksperci Worda zalecają dzielenie dużych dokumentów na mniejsze pliki — co oznacza rezygnację z jednolitego spisu treści, numeracji i odsyłaczy.
LaTeX nie ma tego problemu — z fundamentalnych przyczyn architektonicznych. Plik .tex to czysty tekst. Nie gromadzi ukrytych metadanych, nie ma warstwy XML, która mogłaby się „zepsuć”. Kompilacja za każdym razem generuje PDF od zera — nie modyfikuje istniejącego pliku, lecz tworzy nowy. Projekt 500-stronicowy kompiluje się tak samo niezawodnie jak 5-stronicowy; jedyna różnica to czas kompilacji.
Co więcej, LaTeX naturalnie zachęca do dzielenia projektu na mniejsze pliki — \input{rozdzial-01} — ale bez utraty spójności: spis treści, numeracja, odsyłacze i bibliografia działają globalnie na cały projekt. To architektura, w której modularność i integralność nie stoją w sprzeczności.
Automatyzacja — pisz treść, nie formatuj
Jedną z fundamentalnych różnic filozoficznych między LaTeX-em a Wordem jest separacja treści od formy. W LaTeX-u piszesz \section{Wstęp} — nie wybierasz fontu, rozmiaru, koloru i odstępów. O wyglądzie sekcji decyduje klasa dokumentu, raz zdefiniowana w preambule. Jeśli zmienisz klasę z article na report, cała struktura dokumentu — formatowanie nagłówków, numeracja, układ strony — zmieni się automatycznie.
W Wordzie masz style (Heading 1, Heading 2 itd.), które robią coś podobnego — ale tylko jeśli ich konsekwentnie używasz. Problem polega na tym, że Word pozwala (a nawet zachęca) na ręczne formatowanie obok stylów. „Zaznacz tekst → pogrub → zmień rozmiar” jest łatwiejsze niż „zastosuj styl”. W rezultacie większość dokumentów Worda jest mieszanką stylów i ręcznego formatowania, co powoduje niespójności i utrudnia globalne zmiany.
LaTeX automatyzuje rzeczy, które w Wordzie wymagają ciągłej czujności:
Spis treści — generowany automatycznie na podstawie komend \section, \subsection itd. Dodajesz nowy rozdział → spis treści aktualizuje się przy kompilacji.
Numeracja wzorów, tabel, rysunków — \label{} + \ref{}. Przenosisz rysunek z rozdziału 3 do rozdziału 5 → numery wszędzie się poprawiają.
Bibliografia — BibTeX/Biber zarządza bazą źródeł. Cytujesz \cite{knuth1984} → format cytowania (numeryczny, autor-rok, APA, Chicago) zależy od jednej linii w preambule. Zmieniasz styl cytowań w 300-stronicowym dokumencie jedną komendą.
Indeks, spis symboli, glosariusz — pakiety makeindex, nomencl, glossaries generują je automatycznie z oznaczeń w tekście.
Word ma odpowiedniki tych funkcji (pola, cross-references, Zotero/Mendeley dla bibliografii), ale każda z nich wymaga osobnego mechanizmu, osobnej konfiguracji i osobnej uwagi. W LaTeX-u wszystko działa w ramach jednego, spójnego systemu.
Kontrola wersji — tekst vs pliki binarne
Pliki .tex to czysty tekst. Pliki .docx to archiwa ZIP zawierające XML, media i metadane. Ta różnica ma fundamentalne konsekwencje dla współpracy i wersjonowania.
Plik LaTeX-owy działa z Gitem tak samo naturalnie jak kod źródłowy. Każda zmiana — poprawiony przecinek, przesunięty akapit, zmieniony styl cytowań — jest widoczna w git diff jako konkretna modyfikacja konkretnej linii. Możesz cofnąć się do dowolnej wersji, porównać dwie wersje akapit po akapicie, rozgałęziać prace i scalać zmiany od wielu autorów.
Z plikiem Word możesz co najwyżej trzymać wersje w OneDrive lub SharePoint, korzystać z Track Changes i mieć nadzieję, że współpracownicy nie nadpiszą sobie zmian. Porównanie dwóch wersji .docx w Gicie daje nieczytelny binarny diff — musisz otworzyć oba pliki w Wordzie i ręcznie porównać.
Nie jest to problem, jeśli pracujesz sam nad 10-stronicowym raportem. Jest ogromnym problemem, jeśli pięciu autorów pisze 300-stronicową monografię przez dwa lata.
Kiedy Word wystarczy — i jest lepszym wyborem
Nie każdy dokument wymaga algorytmu Knutha-Plassa. Word jest lepszym narzędziem, gdy:
- Piszesz krótki, jednorazowy dokument — list, memo, raport do 20 stron. Czas nauki LaTeX-a nie zwróci się na jednym dokumencie.
- Potrzebujesz natychmiastowej współpracy w czasie rzeczywistym z osobami, które nie znają LaTeX-a. Word Online / Microsoft 365 daje to od razu — Track Changes, komentarze, równoczesna edycja.
- Tworzysz dokument o swobodnym, nietypowym układzie — plakat, ulotka, broszura. Word (a jeszcze lepiej Publisher lub InDesign) pozwala przeciągać elementy myszką. W LaTeX-u precyzyjne pozycjonowanie grafik wymaga pakietów
tikzlubtcolorboxi sporej dawki cierpliwości. - Odbiorca wymaga pliku .docx — recenzent, klient korporacyjny, urząd. Konwersja LaTeX → Word (przez Pandoc) jest możliwa, ale niedoskonała — formatowanie, szczególnie tabel i wzorów, wymaga ręcznej poprawki.
- Twój dokument nie zawiera wzorów, złożonych tabel ani obszernej bibliografii — czyli elementów, przy których LaTeX pokazuje swoją siłę.
Kiedy Word staje się barierą
LaTeX staje się jedynym sensownym wyborem, gdy:
- Dokument przekracza 100 stron — stabilność, automatyczna numeracja, modularność (
\input{}), spójny spis treści i indeks. - Tekst jest pełen wzorów matematycznych — od prostych ułamków po wieloliniowe układy równań, macierze i notację specjalistyczną.
- Potrzebujesz precyzyjnej kontroli typograficznej — ligatur, protruzji, ekspansji fontowej, precyzyjnego kerningu. Jednym słowem: kiedy zależy Ci na jakości składu, nie tylko na treści.
- Pracujesz z zespołem technicznym i chcesz wersjonować dokument w Gicie, automatyzować kompilację przez CI/CD, generować wiele formatów wyjściowych z jednego źródła.
- Wymagana jest powtarzalność — ten sam plik
.texskompilowany za 10 lat, na innym komputerze, da identyczny PDF (przy zachowaniu tej samej dystrybucji TeX). Spróbuj otworzyć w Wordzie 2025 dokument z Worda 2003 i porównaj formatowanie z oryginałem. - Składasz dokumenty komercyjnie — książki, podręczniki, katalogi. Profesjonalny skład tekstu wymaga narzędzi profesjonalnych.
Podsumowanie
Word to znakomite narzędzie do pisania. LaTeX to znakomite narzędzie do składania tekstu. Różnica jest taka, jak między robieniem zdjęć smartfonem a pracą z aparatem pełnoklatkowym i obróbką w Lightroomie — oba podejścia produkują obrazy, ale poziom kontroli jest nieporównywalny.
Dla większości codziennych dokumentów — e-maili, raportów, notatek — Word jest szybszy, prostszy i wystarczający. Ale gdy dokument rośnie, gdy pojawiają się wzory, gdy liczba rozdziałów przekracza dziesiątkę, a bibliografia setki pozycji — Word zaczyna przeszkadzać zamiast pomagać. W tym momencie LaTeX przestaje być „trudną alternatywą” i staje się jedynym narzędziem, które naprawdę skaluje się razem z projektem.
Jeśli stoisz przed takim momentem i nie wiesz, od czego zacząć — zajrzyj do naszego praktycznego przewodnika dla początkujących. A jeśli potrzebujesz profesjonalnego składu dokumentu, w którym liczy się każdy detal — napisz do nas.